Autor: Dubravka Ugresić
Mamy dwie niezwiązane z pozoru ze sobą opowieści, które w jakiś sposób nawiązują do historycznych, lecz nie tak dawnych wydarzeń dotyczących rozpadku Jugosławii. Bohaterkami pierwszej części jest pisarka, która opiekuje się ze schorowaną i dość starą matką. Matka po odbytej chorobie nowotworowej dostała przerzutu do mózgu, w związku z tym. Choć wyniki badań ma dobre, zdarzają jej się pomyłki językowe, zapomina słów, lub ich znaczenia i używa ich mylnie, co w ostatecznym wyniku wypowiada czasem nawet dość zabawne zdanie. Pisarka powraca z młodą towarzyszką do miejsc z swojego dzieciństwa i młodości swoich rodziców. Z smutkiem odkrywa, kiedy tych miejsc nie ma, bo to co zostało czy obecnie się znajduje ma niewiele wspólnego z tym co działo się tu w przeszłości. To jest kolejna z przyczyn dość skomplikowanych relacji matki z córką
W drugiej części poznajemy czy starsze panie, które meldują się w prestiżowym i drogim hotelu. Ich imiona to: Beba, Kukla i Lala. Mają forsę, z czasem dziwnym zbiegiem przypadku mają jej więcej, więc postanawiają zaszaleć rezerwując hotelowy basen tylko dla siebie. Przy kieliszkach szampana wspominają stare czasy, dawne miłości, rzadko szczęśliwe, trudy minionego okresu, a przy okazji doradzą młodemu masyżyście podając receptę na idealnego (w ich mniemaniu) mężczyznę. Nie przewidziały, że wraz z odejściem jednej z nich ich życie obróci się o 180 stopni i dowiedzą się o sobie czegoś, czego spodziewać się nie mogły.
W opisie książki czytamy o Babie Jadze. Co ta postać ma do tych dwóch opowieści? Nie tylko ja się nad tym zastanawiałam. Pewien pan napisał list do Dr Aba Bagay!, która jest specjalistką (choć się za taką nie uważa) od Baby Jagi. Trzecią a zarazem ostatnią część książki stanowi poradnik Baba Jaga dla początkujących, który zaprezentuje wszystko co wiążę się z tą mitologiczną postacią, a przy niektórych podrozdziałach podaje uwagi do dwóch wcześniej wspomnianych opowieści. Wszystko się rozjaśnia.
Ogólnie można do tej książki przyjąć dwie postawy. W pierwszej podziwiać autorkę, że potrafiła tyle symboli ukryć w opowieściach. W drugiej postawie przekonać, że Baby Jagi można doszukać się wszędzie. Ja jest skłonna schylić się ku tej drugiej postawie, ponieważ charakterystyka tej tajemniczej, aczkolwiek znanej wszystkim postaci, może pokazać, że Baba Jaga ukrywa się w każdej dzisiejszej kobiecie, a więc i każdej bohaterce w literaturze.
Książka nie należy do nalżejszych lektur. Nieźle się bawiłam podczas obserwowania losów trzech staruszek. Powieść Ugresić miejscami bawi, miejscami nudzi. Zastanawiam się czy faktycznie Baba Jaga zniosła jajo to starsza wersja Życie jest bajką. Aby się o tym przekonać musiałabym zajrzeć do tej pierwszej. Wątpliwości mnie naszły, kiedy przeczytałam na biblioNETce spis opowieści tej pierwszej. Nie pokrywa się z tym tej nowej książki.
Ocena: 3,5/6
Autor: Clara Haro
Zołza z piekła rodem jest poradnikiem, wbrew sugestiom tytułu, skierowany przede wszystkim do mężczyzn. Moim zdaniem podtytuł powinien brzmieć Poradnik narzeczonego. Chyba, że chodzi o inną interpretację tytułu – poradnik narzeczonej jako książka o tym, jak dziewczyny potrafią świetnie poradzić sobie z facetami.
Przyznam się szczerze, że Clara Haro przedstawiła dziewczyny w najbardziej diabelskim świetle, mocno stereotypowym i większość przypadków jest dość rzadka w realnym życiu, częściej spotykana w komediach romantycznych. Aczkolwie autorka jest Hiszpanką i trudno mi się wypowiedzieć czy tamtejsze dziewczyny faktycznie takie są. Co nie znaczy, że cała książka jest mitem. Absolutnie. Mogę się przyznać, że nawet w paru (dosłownie) przykładach zobaczyłam samą siebie. Przez resztę książki zastanawiałam się – skoro autorka zaznaczyła, że to dotyczy każdej dziewczyny – czy ja też jestem taka wredna. Niby znajomi mówią, że jestem wredna i wiem, że potrafię taka być, ale zupełnie inaczej przejawia się moja wredota niż opisane to w książce. Fakt, że nigdy nie byłam czyjąś narzeczoną czy nawet dziewczyną, cenię niezależność, ale miałam do czynienia się z różnymi chłopakami i takiego zachowania u siebie nie zaobserwowałam, wręcz przeciwnie
. No chyba, że siebie idealizuje ;P.
Książka momentami jest nawet zabawna, choć spodziewałam się jednak więcej humoru. Jestem nieco rozczarowana tą książką. Może oczekiwałam bardziej konstruktywnych porad, również dla dziewczyn oraz trafniejszych spostrzeżeń na temat złożonej osobowości kobiet. Na miejscu mężczyzn po tej lekturze chyba uciekłabym z dala od kobiet. Mam wrażenie, że książka bardziej odstrasza niż satyryzuje płeć piękną. I pomyśleć, że o nas tak pisze kobieta…
Ocena: 4,5/6
Autor: Mari Jungstedt
W związku z tym co napisałam w poprzedniej recenzji, postanowiłam bezpośrednio po jej lekturze sięgnąć po kolejną część, która choć wydana po [URL="http://moje-recenzje-ksiazek.blog.onet.pl/upadly-aniol,2,id430141520,n"]Upadłym aniele [/URL] mówi o wydarzeniach dziejących się przed nim, a bezpośrednio po wypadkach opisanych w [URL="http://moje-recenzje-ksiazek.blog.onet.pl/we-wlasnym-gronie,2,id421805976,da2011-02-15,n"]We własnym gronie[/URL] . Dlaczego więc części zostały wydane w tej kolejności? Wina leży po stronie wydawnictwa, które nie dopilnowało chronologicznego wydawania książek, czy autorka pisała w niechronologicznej kolejności? Niestety nie znam odpowiedzi. Dla wydarzeń kryminalnych nie robi to dużej różnicy, nie mniej jednak dla obserwatorów prywatnych wątków głównych postaci jest to dość niewygodne. Dlatego czuję się zobowiązana, do poinformowania szerokiego grona czytelników, że nim przystąpią do lektury Upadłego anioła, mają sięgnąć po Umierającego dandysa, który jest nie piątą, lecz czwartą częścią przygód kryminalnych z Inspektorem Knutasem. Dlatego też na mojej półce najnowsza część kryminałów Jungstedt będzie stała pomiędzy trzecią a czwartą (w kolejności wydania) częścią, w celu zachowania chronologiczności. Ponadto jak podaje Wirtualna Polska, Upadły anioł jest nawet nie piątą, lecz szóstą częścią. To znaczy, że mogę mieć nadzieję, iż zapowiadane Słodkie lato wypełni luki pomiędzy tymi częściami, a nie będzie siódmą częścią. Kolejny niepoprawny zabieg wydawniczy, ale jego przyczyny nie umiem odnaleźć ;/.
Ale skupmy się na Umierającym dandysie. Tytuł książki odnosi się do obrazu znanego szwedzkiego malarza Nilsa Dardela i automatycznie wprowadza czytelnika w świat sztuki, galerii i muzeum oraz kolekcjonerów. Podejrzewam, że obrazy Dardela dla Szwedów mają takie znaczenie, jak dla nas obrazy Malczewskiego czy nawet Matejki. Dla bliżej zainteresowanych, obraz o którym mowa w książce:
Może dla wielu czytelników to nie będzie miało większego znaczenia, ale dla mnie kiedy mowa o konkretnym artyście, ba, obrazie, chcę konkretnie widzieć z czym mam do czynienia. Zawsze pretekst do poznania czegoś nowego. Ciekawe były interpretacje obrazu pod kątem prowadzonego śledztwa. Pojawiały się motywy homoseksualizmu, ale także podobnie jak w Upadłym aniele, motywy na tle rodzinnym, znów niechciane dziecko, aczkolwiek znajdujące miłość w rodzinie zastępczej. O ile przyczyny zabójstwa mordercy w Upadłym aniele są dla mnie może nie tyle usprawiedliwione, co zrozumiałe, o tyle w tej części morderca był najprawdziwszym szaleńcem i mścił się na ludziach, którzy najprawdopodobniej są Bogu ducha winni. Nawet nie znamy przyczyn adopcji. Ten bliższy mordercy mógł nawet nie wiedzieć o jego istnieniu (człowieka, nie mordercy). Nie chcę zdradzać za bardzo treści, mam nadzieję, że Ci którzy przeczytali domyślą się o co mi chodzi, jeśli jednak nie, to proszę się zgłosić, wyjaśnię szerzej.
Jeśli chodzi o poprowadzenie akcji, zbyt dużo wątków, co utrudnia czytelnikowi ogarnięcie wszystkich hipotez, rozwinięć i zawrotów akcji. Książka nie jest przewidywalna tylko przez nasyp tych często zbędnych niuansów. Umierający dandys tak jak pozostałe części są średnim kryminałem, ani lepszym ani gorszym, a mnie być może bardziej się utrwali w pamięci przez powiązanie fabuły z historią sztuki.
Ocena: 4/6
Dziękuję serdecznie za udział w konkursie, który pozwolił mi nieco bliżej Was poznać. Każdy z Was udowodnił, że jest wyjątkowy pod różnymi względami.
A dlaczego ja jestem wyjątkowa?
Otóż mimo, iż należę do osób niedosłyszących, które bez aparatów słuchowych nie powinny normalnie funkcjonować w życiu (a funkcjonuję nieźle) i kiepsko sobie radzić w normalnych szkołach (jedna dyrektorka koniecznie chciała mnie przenieś do specjalnej) to jechałam na świadectwach z paskiem do III klasy (normalnego) gimnazjum, a obecnie nienajgorzej mi idzie również w liceum. Mam dobry słuch muzyczny, nieźle radzę sobie z językami obcymi. Ratuje mnie ponad przeciętna inteligencja (choć może ostatnio szwankuje ;P). Choć czytam lektury szkolne wszystkie i w całości rzadko kiedy uda mi się za pierwszym razem otrzymać pozytywną ocenę. No i wyróżnia mnie to, że nie cierpię jeansów i jeansowych ubrań, dlatego w ogóle ich nie mam. Paradoksalnie do moich ukochanych książek należy cykl Stowarzyszenie wędrujących dżinsów. Ogólnie ubieram się dość nietypowo
. I przede wszystkim jestem piekielną szczęściarą jeśli chodzi o konkursy, tyle ile ja już nagród wygrałam w konkursach w internecie czy w czasopismach… poza książkami, nawet aparaty cyfrowe, mp3 czy telefon komórkowy udało mi się wygrać
. Pieniędzy nie wygrywam, więc numerów w totku nie wykreślam ;P
Po wybiciu północy na osobnej karteczce wypisałam 10 nicków uczestników konkursu, następnie ją pocięłam na tyleż kawałków, i zgięte wrzuciłam do granatowego woreczka, z którego ręka mojego brata wylosowała zwycięzcę.
Serdecznie gratuluję!
I spodziewajcie się kolejnego konkursu w lipcu.
Autor: Mari Jungstedt
Kiedy zabrałam się za kolejną część cyklu kryminałów z Inspektorem Knutasem w roli głównej, próbowałam sobie przypomnieć o czym była część poprzednia. I przyznam się, że miałam z tym duży problem. O czym to świadczy? Kryminały Mari Jungstedt są krótkoterminową rozrywką, lekturą, która nie zapada na długo w pamięć. Kojarzę losy stałych bohaterów, bo są wzmianki o ich przeszłości. Ale jakbym miała powiedzieć jakie morderstwa miały miejsce wcześniej, bez powrotu do poprzedniej książki, nie dałabym rady.
Tym razem w wiosennej Gotlandii trwa inauguracja nowo wybudowanej hali kongresowej. Na imprezie jest ponad 500 gości. Organizatorem jest Viktor Algard, który jest właścicielem miejscowej dyskoteki, przy której ostatnio miała miejsce dramatyczna bójka. Następnego dnia martwe ciało Viktora znaleziono w windzie tej hali. Jak zwykle inspektor Knutas wraz z Karin próbują znaleźć motyw zabójstwa i połączyć go z ostatnim groźnym pobiciem młodego chłopaka. Na szlaku śledztwa pojawia się niezrównoważona psychicznie kochanka Viktora, jej dzieci oraz konkurencyjny biznesmen. Johan Berg tradycyjnie próbuje działać na własną rękę i odkrywa równie intrygujące powiązania. Natomiast jego świeżo poślubiona żona przez przypadek wpada w tarapaty.
Ta część chyba wyjątkowo działa na psychikę. Niezrównoważona matka, która pragnie być ciągle w centrum uwagi, czuje się ofiarą i niszczy dzieciom życie, wszystkie złe czyny obracać tak, żeby one czuły zrozumienie i wdzięczność. Co kończy się tragedią dla całej rodziny. Niechciane dziecko, ciąża w nastoletnim wieku, gwałt to główne motywy pojawiające się w tej części. Splatają się one z problemami głównych bohaterów, Knutas ma problem z dogadaniem się ze swoimi dziećmi, które zamknęły się przed nim, a co gorsza kryją tajemnice niemal wagi państwowej. Poznajemy przeszłość współpracowniczki Knutasa, Karin, która przedstawia ją w zupełnie w nowym świetle. Staje się postacią kontrowersyjną i problematyczną dla inspektora. Tu pojawia się pytanie, czy mówienie o wszystkim przyjacielowi jest dobrą rzeczą i potrzebną? Nic dziwnego, że Karin kryła się z tym tak długo.
Upadły anioł jest dobrym kryminałem psychologicznym, mimo niełatwych tematów poruszanych w powieści, jest lekką lekturą na oderwanie się po dniu pracy.
Ocena: 4/6
Przedwczoraj przybyła do mnie kolejna [URL="http://spopa1.blogspot.com/"]włóczykijka[/URL] pełna smaku życia i nie tylko
. Książka już przeczytana, recenzja niebawem. Serdecznie dziękuję.
I mój czerwcowy (i z końca maja) stos. Było dużo okazji do otrzymania książek. Chciałam już wczoraj go opublikować, ale coś czułam, że dzisiaj przybędą książki. I miałam rację, z wizytą przyszła pani kurier.
1. W poszukiwaniu króla. Powieść o Inklingach – Dawid C. Downing (od wyd. eSPe do recenzji)
2. Hakus Pokus – Katarzyna Leżeńska, Darek Milewski (od wiadomości24.pl w ramach akcji „książka za recenzję”)
3. Nad Niemnem – Eliza Orzeszkowa (nagroda szkolna za dobre wyniki w nauce, trafić do mnie z książką jest trudno, bo tę już mam, a zamienić się nawet z nikim nie miałam na co, bo wszystkie pozycje mam
)
4. Dzień świadectwa – Kazimierz Braun (wygrana na loterii fantowej na festynie parafialnym)
5. Budzenie kościoła – ks. Janusz Królikowski (jak wyżej)
6. Święta Katarzyna Laboure i Cudowny Medalik – ks. Waldemar Rakocy (podarunek od księdza, który darzy mnie jakąś sympatią)
7. Imię róży – Umberto Eco (nagroda szkolna za zajęcie II miejsca w konkursie o poprawności językowej)
8. Upadły anioł – Mari Jungstedt (od wyd. Bellona do recenzji)
9. Brama wezyra – Jesus Adalid Sanchez (jak wyżej)
10. Życie jest bajką – Dubravka Ugreśić (od wyd. Znak do recenzji)
11. Umierający dandys – Mari Jungstedt (od wyd. Bellona do recenzji)
12. Zołza z piekła rodem. Poradnik narzeczonej (jak wyżej, i przyznam się, że tej książki jestem najbardziej ciekawa
)
Z powodu plenerowego wyjazdu na przełomie maja/czerwca nie było podsumowania maja, więc dzisiaj jest podwójne.
Przybytków w maju: 7
Przybytków w czerwcu: 9
Przeczytanych w maju: 5 (6 – przeczytałam pierwszą część Klaudyny, ale w jednej książce mam wszystkie tomy, więc nie zaliczam to jaką przeczytaną)
Przeczytanych w czerwcu: 7 (przy tym wystawiłam same 5, jedną 5,5 i jedną 3,5 – więc bardzo pomyślny miesiąc pod względem jakości)
I trochę statystyk blogowych (dla zainteresowanych wydawnictw, księgarnii itd.)
Komentarzy: 3167 (od kwietnia przybyło 49), spadła więc średnia komentarzy z 49,5 do 48,7
Odsłon: 145642 (od kwietnia przybyło 11427, co wychodzi, że średnio 5713,5 wizyt było w ostatnich miesiącach) ogólna średnia wzrosła z 2130 do 2241 wizyt miesięcznie
Do dnia dzisiejszego opublikowałam 797 recenzji (a liczba przeczytanych książek w życiu dochodzi do 900)
Patrząc na to jakie ja mam zaległości czytelnicze i nie wyrabiam się z wyzwaniami, rezygnuję z podejmowania kolejnych wyzwań przynajmniej do przyszłego roku. Po maturze dowiem się co dalej. Wiem również, że po wakacjach będę musiała ograniczyć ilość zawartych współpracy, no chyba, że czas na zrecenzowanie przesłanej książki będę miała nieograniczony, tj. będę mogła ją przeczytać conajmniej pół roku po otrzymaniu przesyłki
;P
Na zgłoszenia do konkursu „Dziewczyna, która pływała z delfinami” czekam do północy, jutro wyniki. I już zapowiadam kolejny konkurs, co będzie do wygrania jeszcze nie jestem pewna, ale miejcie się na baczności
Autor: Dawid C. Downing
W poszukiwaniu króla to kolejna powieść dotycząca tajemniczych historii świętego Graala i innych relikwi, tutaj Włóczni Przeznaczenia, którą został przebity Jezus na krzyżu. Mamy tu też dwóch głównych bohaterów: Toma, który pisze książkę na temat króla Artura i legend arturiańskich oraz Laurę, którą prześladują dziwne sny. Oboje szukają odpowiedzi w uroczych miejscach Wielkiej Brytanii. Dzięki pomocy Lewisa, Tolkiena i Williamsa trafiają na trop cudownej relikwii, która jak się okazuje jest poszukiwana przez inny podejrzanych ludzi.
Zaskoczyła mnie niewielka objętość książki jak na taką powieść. Spodziewałam się jakiegoś wątku z losami II wojny światowej, mocnej akcji. Tego nie było, fabuła mimo, iż rozgrywa się w okresie II wojny światowej, toczy się spokojnie i przyjemnie, że stale zapominałam, że jest trudny okres, ponieważ pojawiały się zaledwie wzmianki na temat wojny. Klimat powieści można porównać do thrillerów Dana Browna, jednak z tą różnicą, że książka nie jest pisana na objętość, brak zbędnych fragmentów. Nie jest przegadana, dlatego mimo umiarkowanego tempa akcji, czas w niej płynie dość szybko. Niezbyt rozległe opisy dają rzeczywisty obraz, dzięki czemu czytelnik ma wrażenie bezpośredniego obserwatora zmagań bohaterów. Bardzo podobało mi się włączenie w akcję znanych brytyjskich pisarzy. Można było poznać ich bliżej i inaczej spojrzeć na ich twórczość, choć oczywiście z ostrożnością, gdyż granica między faktami a fikcją jest cienka.
Książka Downinga jest bardzo przyjemną lekturą, dla dociekliwych jest bibliografia oraz rodział z informacjami na temat faktów historycznych i fikcji literackiej występujących w powieści. Serdecznie polecam tę klimatyczną powieść.
Ocena: 5/6
Zainteresowanych zapraszam na [URL="http://www.espe.pl/product-pol-522-w-poszukiwaniu-krola-powiesc-o-inklingach.html"]stronę[/URL] , gdzie znajdziecie więcej informacji na temat książki oraz trailer.
Autor: Katarzyna Sarnowska
Ja mam chyba jakiegoś pecha do [URL="http://spopa1.blogspot.com/"]włóczykijkowych[/URL] książek. Dlaczego? Bo do mnie nie trafiają, są słabe. Z wszystkich dotąd otrzymanych książek mogę polecić jedną, przy której naprawdę dobrze się bawiłam. Ale przyjrzyjmy się powieści Sarnowskiej.
Zacznę od tytułu, który jest adekwatny do treści książki. Bowiem przeżycia głównej bohaterki, która ma na imię Kalina, ma męża Maćka i syna Wojtka oraz jest nauczycielką i marzy o zawodzie pisarki; prezentują te przyjemne i te ponure płaszczyzny życia, codzienności. Biorąc pod uwagę większość niemiłych wypadków życia Kalina, mogę powiedzieć, że smak życia jest raczej gorzki, a czasem nawet kwaśny, zwłaszcza kiedy pojawia się Dżin. Tej słodyczy w jej życiu jest naprawdę nie wiele. Jak już wspomniałam o Dżinie to zastanawiam się, czy ten wytwór wyobraźni bohaterki miał na celu dodania elementów fantastycznych powieści? Po co? Sama bohaterka mnie strasznie irytuje swoją niską samooceną i robi z siebie większą ofiarę niż jest w rzeczywistości. Podziwiałam natomiast Maćka, że znosił cierpliwie humory żony i wspierał w jej ambitnych działaniach.
Swoją drogą poznałam proces wydawania książki, za co książce daje plusa. Nawet nabrałam ochotę na napisanie własnych książek (bo pomysłów jest kilka), więc powieść jest motywująca. Co stanowi kolejny plus tej książki. Nie mniej jednak zabrakło swoistego klimatu, zwłaszcza, że spodziewałam się czegoś sielankowego. Moje rozczarowanie zmniejszył wątek z sylwestrem w górach, choć epizodu z tą góralką po kilkukrotnym przeczytaniu dalej nie jestem w stanie pojąć.
Reasumując, przeciętna, niezobowiązująca lektura na letnie wieczory.
Ocena: 3,5/6
Książkę kupisz w [URL="http://www.gandalf.com.pl/b/smak-zycia-a/"]Gandalfie[/URL]
Autor: Bettina Belitz
Ellie, nazywana przez najlepsze przyjaciółki Lassie, wyjeżdża z rodzicami z Kolonii na wieś. Dziewczynie z wielkiego miasta trudno się zaaklimatyzować w nowym miejscu. Nie stara się o zawarcie nowych przyjaźni, najchętniej nie wychodziłaby ze swojego pokoju i spała. Ponadto jest wzorową uczennicą. Uciekając od ludzi idzie na spacery, podczas których tajemniczy mężczyzna ratuje ją od skutków burzy, przestrzega przed niebezpiecznymi miejscami. Tym mężczyzną jest Colin, który przez mieszkańców jest spostrzegany jako dziwoląg i brzydki. Ellie pomimo poczucia niebezpieczeństwa i jakieś niechęci do niego, jest nim zafascynowana. Pomimo, że ten ją odpycha, rani, stara się zrazić ją do siebie, ta uparcie dąży do jego poznania. Kiedy Colin zdaje sobie sprawę, że się od niej nie uwolni przekazuje prawdę, która na zawsze zmieni jej życie.
Ostatnio mamy totalny szał na książki fantastyczne o miłości pomiędzy zwykłym człowiekiem a jakimś demonem, wampirem, aniołem, wilkołakiem i czym tam jeszcze można. Ta ciemna strona bohaterów w tej książce jest określana jako zmory, kambiony czy demony. I choć można zaobserować w nich wiele cech wspólnych z znanymi nam już postaciami fantasy, to jest coś czego nie było. Albo inaczej, motyw się już pojawił, ale nieco w innej postaci. Mianowicie chodzi mi o sny. Sen od starożytność budził szczególne zainteresowanie u ludzi, zwłaszcza tych zajmujących się czarną magią. Każdy król miał na swoim dworze wróżbitę, który tłumaczył znaczenie snów. Sen jest zjawiskiem wciąż zagadkowym i intrygującym. Jedni więcej śnią, mają długie sny, inni nigdy swoich snów nie pamiętają. Choć podano już wiele czynników wpływających na jakość snów, to tak dokońca nigdy nie zostało wyjaśnione ich pochodzenie. Jak to się dzieje, że jedne sny są takie, z których nie chcemy się wybudzić i z żalem otwieramy oczy, stwierdzając, że nic z tego nie działo się naprawdę. A czasem śnimy koszmary, po których budzimy się krzykiem czy płaczem i przez kilka chwil nie możemy dojść do siebie. Nic więc dziwnego, że są motywem chętnie wykorzystywanym w powieściach owianych tajemnicą, o niepokojącym klimacie.
Co nowego oferuje nam Belitz? Pojawianie się bohaterów w snach drugich i manipulowanie nimi pojawiło się choćby w Crescendo. Jednak tytuł książki Belitz wskazuje nam coś więcej. Pożeracz snów. Sny jako pokarm. Ja się z czymś takim zetknęłam po raz pierwszy. Zmory żywią się snami (choć niebyle jakimi), aby nasycić głód, mieć energię. Pierwsze pozory dają jednak nam złudzenie, że postacie żywią się krwią, jak później wyjaśnia Colin, przez krew dostają się do duszy, która jest największym źródłem posiłku. Colin jako bohater zły, ale pierwszoplanowy musi mieć coś dobrego, coś co przedstawi go w lepszym świetle na tle innych demonów. Podobnie jak Cullenowie ze Zmierzchu, żywi się krwią i snami zwierząt, pomimo, że ludzkie są bardziej sycące. To ma być jego poświęcenie, jego humanitarność.
W książce z gatunku paranormal romance nie może się obyć bez tego ostatniego. I w książce ten wątek rozwija się bardzo długo, zresztą jak cała akcja. Co początkowo może zniechęcić czytelnika do dalszej lektury, kiedy przez kilkadziesiąt stron nic się nie dzieje co przyciągnęłoby większą uwagę czytelnika. Podświadomie czułam, że to się rozwinie w coś naprawdę intrygującego, więc cierpliwie wytrwałam i dostałam to czego wyczekiwałam. Powieści, od której nie mogłam się oderwać. Szkoda tylko, że nastąpiło to dopiero w połowie książki (a książka liczy sobie ok. 500 stron). Jestem zadowolona z nieprzewidywalnego rozwoju akcji i zakończenia (choć w głębi serca cieszyłabym się, gdyby zakończyło się to jednak inaczej, ale ogólnie wychodzi to na dobre powieści). W sumie cieszę się, że do punktu kulminacyjnego stopniowo dochodziłam, delektując się pomniejszymi zagadkowymi wątkami. Nie mniej jednak trwało to zbyt długo i wiem, że dla niektórych to utrudni przekonanie się do tej książki. Pozostaje mi więc życzyć przyszłym czytelnikom cierpliwości i wytrwałości, bo naprawdę warto. A szóstki ta książka nie dostaje tylko z powodu tego dłużącego się rozwinięcia. Naprawdę lubię takie książki.
Ocena: 5,5/6
[URL="http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,3032,tytul,po%c5%bceracz%20sn%c3%b3w"]
wyd. Znak emotikon
[/URL]
Autor: T. J. Wray
Autorka jest adiunktem na Wydziale Religioznawstwa Uniwersytetu Salve Regina w Newport. Książka jest owocem przeprowadzonego kursu dla studentów na temat właśnie roli kobiet w Starym Testamencie. Wybrane zostało dwanaście postaci m.in. Rachel, Zuzanna, Rut, Miriam i Batszeba. W każdym rozdziale po zapoznaniu się z fragmentem z Biblii autorka omawia historię okoliczności danego wydarzenia, bierze pod uwagę zasady funkcjonowania i kulturę tamtych czasów i ludzi. Nie skupia się na samej bohaterce, ale przygląda się postaciom jej towarzyszącym, również odgrywającym istotną rolę w danej opowieści. Z każdej z nich czerpie ponadczasową naukę, która może być wzorem dla obecnych kobiet i ludzi.
Myślę, że ta książka przede wszystkim ma pokazać, że kobiety zdominowane zwłaszcza w tamtych czasach przez mężczyzn, wcale nie są gorsze i słabsze. Rezygnując z pokornego służebnictwa, przyczyniają się do rzeczy wielkich. Mimo, iż grzeszą, spełniają wolę Pana. Co wśród dzisiejszych ludzi może wzbudzić zdumienie i pewną sprzeczność, ale inaczej my pojmujemy sprawiedliwość, a inaczej Bóg.
Dla zainteresowanych jest jeszcze książka Kobiety Nowego Testamentu autorstwa Jean du Mesnil. Bo i w Nowym Testamencie były postacie kobiet wartych większej uwagi. Ze swojej strony zachęcam do przeczytania interesującej i wyczerpującej książki T.J. Wray.
Ocena: 5/6